W Sandomierskiej Puszczy

Raniżów

Sudoły

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakieś 400 lat temu król Jan Kazimierz nadał Sudołowi prawo osiedlenia się na południowych rubieżach Puszczy. Zadaniem protoplasty i jego potomków było pilnowanie królewskiego lasu, opieka nad pszczołami a także dostarczanie miodu i wosku do królewskiego skarbca. W otoczeniu starych kilkusetletnich lip zagroda przetrwała do maja 2000 roku kiedy strawił ją pożar. Fragmenty, które pozostały jedynie częściowo mogą dać świadectwo o pięknie budownictwa mieszkańców Puszczy. Nikt nie zatroszczył się naprawdę o to piękne i osamotnione miejsca. kolejny pomnik kultury Lasowiaków / Mazurów zaginął. Podejmowane uchwały są tylko na papierze i nie stanowią żadnej realnej pomocy i starania dla resztek zagrody i opiekującej się nią rodziny. Kiedy piszę tego psota stoją jeszcze stare lipy wokół zagrody a w drewnianej skrzyni spoczywa akt nadania ziemi od Króla Kazimierza. Na zdjęciu widać ule kłodowe wykonywane z jednorodnego pnia drzewa wykonywane metodą znaną przez dawnych bartników na całym świecie. Kiedy rozmawiałem z panem Pawłem Sudołem opowiedział mi mnóstwo historii o pszczołach, tych z ula i tych leśnych. Opowiadał o urzędnikach, którzy próbowali mu narzucić swoją wolę. Jedyną odpowiedzią dla półpanków z miasta był jad pszczół, które jakoś przyjezdnych nie lubiły. Mnie polubiły. Popołudnia spędzonego z panem Sudołem nie zapomnę nigdy.

Z przysiółka Sudoły, z bartniczej zagrody pochodzi bodajże największy syn tej ziemi – x. Stanisław Sudoł. Postać tego wielkiego kapłana przybliżę w innym wpisie.

Chłopska straż

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Straż grobowa w Dzikowcu. Powstała w połowie XIX wieku prawdopodobnie jako reakcja na niespokojne czasy awantury Zaliwskiego i Rabację Galicyjską. Po ustaniu niepokojów straż z organizacji paramilitarnej przekształcono w rodzaj bractwa kościelnego. Jedyne straże na terenie Puszczy wartujące w starodawnych strojach są w Dzikowcu i Raniżowie. W dzikowieckiej funkcje strażników dziedziczy się. W raniżowskiej zwraca uwagę śladowe występowanie kobiecych(!) sukman.

Straży w Dzikowcu i Raniżowie nie należy mylić z tzw. „turkami” ze wsi położonych dalej na wschód. Ich pochodzenie jest odmienne a wygląd całkowicie inny.

Wilki

Wilki. Jeden z przysiółków Raniżowa. Las na granicy powiatu rzeszowskiego i kolbuszowskiego. Kiedyś, zanim Kazimierz Wielki przyłączył Ruś Czerwoną na granicy Polski i Rusi. Kilkadziesiąt lat temu na Wilkach stał młyn. Drewniany z kołem młyńskim, młynarzem i wszystkim co w młynie potrzebne. Młyna już nie ma, jezioro młyńskie prawie wyschło. Rodzina młynarza rozproszyła się po świecie. Życie na wilkach opisuje znakomicie Zofia Rachwałowa w swojej książce „Wilki” .

Wesele grało

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zastanawiam się, jak wyglądało wesele, które ostatni raz wychodziło z tego domu.
Czy pani młoda płakała przy błogosławieństwie, czy rodzicie ocierali łzy a muzyka grała prostując nieliczne gwoździe w ścianach?
A może było całkiem inaczej.
Całkiem inaczej.