DZIENNIKI SKUTEROWE

kultura

Gdzie Bug staje się granicą

Mała wieś Gołębie nad Bugiem. Tutaj kończy się lądowa granica z obecną Ukrainą. Od tego miejsca to Bug wyznacza przebieg granicy. Myślałem, że jadę zobaczyć jeden z wielu punktów na mapie, w które wpatrywałem się zimowymi wieczorami widząc ich niezwykłość.

Kontekstów jest natomiast więcej, niż podejrzewałem przed podróżą. Miejsce jest dość szczególnym trójstykiem i jak większość trójstyków w Środkowej Europie jest naznaczona palcem Stalina. Aby sytuację jeszcze bardziej skomplikować dwie wsie: Piaseczno i Pawłowice, leżące w klinie u góry po prawej (należące obecnie do obwodu lwowskiego, czyli do historycznej Galicji) należały jeszcze do 1951 do Polski a w niej do historycznej Ziemi Chełmskiej, czyli mniej więcej dawnych Grodów Czerwieńskich. To jedyny obszar województwa lubelskiego przyłączony po II Wojnie Światowej do ZSRR. Sama granica do 1951 r dochodziła do Bugu w okolicy Krystynopola (obecna ukraińska nazwa to Czerwonograd). Nieco dalej na południe opierała się na rzece Sołokiji dochodząc do niej w pobliżu wsi Staje. Całość zamieszania spowodowała „Umowa o zmianie granic z 15 lutego 1951”  r zawarta między rządami PRLi ZSRR. Wynikiem umowy była przesiedleńcza Akcja H – T.  Teoretycznie umowa miała prostować granice i ułatwiać komunikację, jednak naprawdę chodziło w niej o przejęcie przez sowietów bogatych złóż węgla kamiennego w okolicy Krystynopola.

W zamian za urodzajne i węglonośne ziemie Sokalszczyzny otrzymaliśmy pozbawione lasów nieużytki w okolicy Ustrzyk Dolnych i Lutowisk, które wtedy nazywały Szewczenko.

Utracone w ’51 obszary pokazuje mapa poniżej.

Jak zyskała na tym Sokalszczyzna i jak wygląda obecnie miasteczko Bełz widać na moich zdjęciach w załączonym filmie.

Jadąc w kierunku trójstyku znajdowałem się na obszarze dawnej przemyskiej diecezji greckokatolickiej. Północno- zachodni skrawek tej diecezji został przyłączony po 1945 do województwa lubelskiego, czyli terenów z ludnością prawosławną. Stąd w obecnym Lubelskiem cerkwie greckokatolickie. Lubelskie z okresu 1918 – 1939 grekokatolików nie miało (nie licząc kostomłockich i okolicznych neounitów, ale to inna opowieść). Przyłączona cześć diecezji przemyskiej to jednocześnie dawna Galicja. Jednak aby jeszcze bardziej zaciemnić obraz dodać należy, że grekokatolicyzm istniał wcześniej na tych ziemiach, choć wcale się tak nie nazywał. Wierni Unii Brzeskiej nazywali byli unitami i byli dominującą konfesją na omawianym terenie do 18 maja 1875, czyli do całkowitej likwidacji resztek Unii przez rosyjski carat. Dzisiejsi mieszkańcy tych stron są wyznania rzymskokatolickiego i niechętnie przyznają się do rusińskiej przeszłości.
Ziemie, które odwiedziłem podczas tej wyprawy są naznaczone (jak żadne inne w Polsce) zarówno licznymi zmianami przynależności administracyjnej i państwowej, jak i wydarzeniami, które zaciążyły poważnie na stosunkach polsko – rusińskich a następnie polsko- ukraińskich. Oprócz tych opisanych wyżej, należy dodać burzenie cerkwi przez II RP, pakt Ribbentrop- Mołotow, walki polsko-ukraińskie podczas i po II Wojnie Światowej a w końcu Akcję „Wisła”, która była przedostatnim akordem Wielkiej Historii na tych ziemiach.

Bo ostatnim był palec Stalina kreślący na mapie esy – floresy w okolicy Sokala.
Tutaj galeria zdjęć z wyprawy.

Droga

„Szła u nas przez wieś droga. Nie najlepsza, pewnie, jak to przez wieś. Dziury, doły. Wiosną czy jesienią błoto, latem kurz. Ale ludziom wystarczyła. (…) I pomyśleć, że za kawalerskich czasów tą samą drogą, gdy wracało się z zabawy, to się całą noc nieraz wracało. Koguty przepiały raz, drugi i trzeci. Głodne krowy w oborach zaczynały porykiwać. Wiadra u studzien podzwaniały. A tu jeszcze się wracało. Nieraz do białego dnia. Do rana. Bo gdzie się człowiek miał spieszyć? W głowie jeszcze mu zabawa wirowała, muzyka mu grała, to sobie i przytupnął o drogę jak o deski w remizie i zaśpiewał, co mu ślina na język przyniosła. „Kamień na kamieniu, na kamieniu kamień!” I droga słowem się nie użaliła, że ją budzisz. I ani śmiała cię pogonić. Szła krok w krok pod twoimi stopami, razem z tobą jak twój wierny pies. Przystanąłeś, to i ona przystawała. Mogłeś iść w tę i w tamtą stronę, i nie wiadomo w którą, i nawet z powrotem na zabawę wrócić, zawracała z tobą. I była od brzegu do brzegu twoja. Jak dziewczyna na sianie, w pierzynie pod tobą”.

Wiesław Myśliwski „Kamień na kamieniu”

Krzyże

Czasem na leśnych ścieżkach można spotkać krzyże. Były stawiane na granicach terenów należących do wiosek, na rozstajach i w podzięce za otrzymane łaski. Bardzo ciekawe krzyże to te, które postawiono na miejscu gdzie wydarzyło się jakieś nieszczęście. Nagła śmierć, rażenie piorunem czy też częste w tych stronach zabójstwo. Wiele takich krzyży pochodzi z okresów po dwóch wielkich wojnach. Okoliczna ludność zdemoralizowana wydarzeniami wojennymi i posiadająca broń dopuszczała się wielu aktów przemocy. Krzyż fundowała rodzina zmarłego, czasem jednak był to akt pokuty ze strony skruszonego zabójcy. osobną kategorię stanowią krzyże związane z życiem rabsziców, czyli puszczańskich kłusowników. Ludzi ci posiadali cały system wierzeń nacechowanych magią połączoną z wiarą w zaklęcia. Zachował się pacierz kłusownika odmawiany przed wyjściem na polowanie.

„Wychodzę ja z  domu, wiem se sceścia sukać, Najświetsa Maryja rac mie zawdy bronić, oddalze terana i  jego strzał sielny, a  broń mie Panno, abym nie beł  w swojem strzale melny. Poluje la (dla) siebie, skore na okfiare, oddal złego wroga a  mie dozwol Maryja polować. Ratowałaś Maryja budowy wszelakie, odal złego wroga i ratuj mie tera w ty ostatni kfili. Zdrowaś Maryja – oddal strzały wroga! Zdrowaś Maryja – szczelze teranie! Łuk mi twój nie szkodzi, Najświętsa Maryja już mie oswobodzi…”

Sudoły

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakieś 400 lat temu król Jan Kazimierz nadał Sudołowi prawo osiedlenia się na południowych rubieżach Puszczy. Zadaniem protoplasty i jego potomków było pilnowanie królewskiego lasu, opieka nad pszczołami a także dostarczanie miodu i wosku do królewskiego skarbca. W otoczeniu starych kilkusetletnich lip zagroda przetrwała do maja 2000 roku kiedy strawił ją pożar. Fragmenty, które pozostały jedynie częściowo mogą dać świadectwo o pięknie budownictwa mieszkańców Puszczy. Nikt nie zatroszczył się naprawdę o to piękne i osamotnione miejsca. kolejny pomnik kultury Lasowiaków / Mazurów zaginął. Podejmowane uchwały są tylko na papierze i nie stanowią żadnej realnej pomocy i starania dla resztek zagrody i opiekującej się nią rodziny. Kiedy piszę tego psota stoją jeszcze stare lipy wokół zagrody a w drewnianej skrzyni spoczywa akt nadania ziemi od Króla Kazimierza. Na zdjęciu widać ule kłodowe wykonywane z jednorodnego pnia drzewa wykonywane metodą znaną przez dawnych bartników na całym świecie. Kiedy rozmawiałem z panem Pawłem Sudołem opowiedział mi mnóstwo historii o pszczołach, tych z ula i tych leśnych. Opowiadał o urzędnikach, którzy próbowali mu narzucić swoją wolę. Jedyną odpowiedzią dla półpanków z miasta był jad pszczół, które jakoś przyjezdnych nie lubiły. Mnie polubiły. Popołudnia spędzonego z panem Sudołem nie zapomnę nigdy.

Z przysiółka Sudoły, z bartniczej zagrody pochodzi bodajże największy syn tej ziemi – x. Stanisław Sudoł. Postać tego wielkiego kapłana przybliżę w innym wpisie.

Chłopska straż

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Straż grobowa w Dzikowcu. Powstała w połowie XIX wieku prawdopodobnie jako reakcja na niespokojne czasy awantury Zaliwskiego i Rabację Galicyjską. Po ustaniu niepokojów straż z organizacji paramilitarnej przekształcono w rodzaj bractwa kościelnego. Jedyne straże na terenie Puszczy wartujące w starodawnych strojach są w Dzikowcu i Raniżowie. W dzikowieckiej funkcje strażników dziedziczy się. W raniżowskiej zwraca uwagę śladowe występowanie kobiecych(!) sukman.

Straży w Dzikowcu i Raniżowie nie należy mylić z tzw. „turkami” ze wsi położonych dalej na wschód. Ich pochodzenie jest odmienne a wygląd całkowicie inny.

Wesele grało

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zastanawiam się, jak wyglądało wesele, które ostatni raz wychodziło z tego domu.
Czy pani młoda płakała przy błogosławieństwie, czy rodzicie ocierali łzy a muzyka grała prostując nieliczne gwoździe w ścianach?
A może było całkiem inaczej.
Całkiem inaczej.