W Sandomierskiej Puszczy

historia

Projekt „Leśna pszczoła”

Wędrując po borach, lasach natknąłem się na niezwykły widok. Na pniu sporego już drzewa zauważyłem kłodę bartną. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że mamy rok 2017 a ostatnie kłody bartne zniknęły z Puszczy…. bardzo dawno temu. O puszczańskich bartnikach a zwłaszcza o Ostatnim z nich pisałem tutaj. Kłoda, która wisiała na drzewie nie wyglądała jednak na pozostałość po pracy pana Sudoła. Wpisując rozmaite kojarzące się z bartnictwem w tych stronach słowa doszedłem do zwięzłej informacji na stronie Nadleśnictwa Głogów.

Okazuje się, że kłody są dziełem Bractwa Bartnego działającego w Puszczy Augustowskiej. Na zaproszenie stowarzyszenia Pro Carpathia członkowie stowarzyszenia wykonali sześc kłód bartnych, które zawiesili w trzech lokalizacjach umieszczając je niezbyt daleko od siebie. Wieszanie kłód jest częścią projektu „Leśna pszczoła”. Liderem projektu jest Piotr Grundas.
Pozostaje się tylko cieszyć, że taka cenna przyrodnicza a zarazem i etnograficzna inicjatywa pomyślnie realizuje się w Puszczy.

Szkoda tylko, że już nie ma leśnych czarnych pszczół, które według starych lasowiackich bartników dawały wyśmienity miód a ich ukąszenie mogło zabić….
A jeśli o śmierci mowa, to na koniec wyjątek ze starego, zniesionego w Puszczy dopiero przez Austrię, prawa bartnego. Mowa o karze jaką kodeks bartny przewiduje dla przyłapanego drugi raz złodzieja miodu; (Kat)  „takowemu ma pęp wyrżnąć i z niego kiszki wytoczyć, i tak z nim czekać aż zdechnie, a potym zdechłego obiesić”*. Co prawda mowa o Kurpiach, ale myślę, że ze względu na pokrewieństwo etnicznie z puszczańskimi Mazurami kara musiała być podobna.

Trochę już anegdotycznie ale tutaj można przeczytać petycje Kurpiów o przywrócenie prawa bartnego.

* Skrodzki S., Porządek prawa bartnego dla starostwa łomżyńskiego 1616

Krzyże

Czasem na leśnych ścieżkach można spotkać krzyże. Były stawiane na granicach terenów należących do wiosek, na rozstajach i w podzięce za otrzymane łaski. Bardzo ciekawe krzyże to te, które postawiono na miejscu gdzie wydarzyło się jakieś nieszczęście. Nagła śmierć, rażenie piorunem czy też częste w tych stronach zabójstwo. Wiele takich krzyży pochodzi z okresów po dwóch wielkich wojnach. Okoliczna ludność zdemoralizowana wydarzeniami wojennymi i posiadająca broń dopuszczała się wielu aktów przemocy. Krzyż fundowała rodzina zmarłego, czasem jednak był to akt pokuty ze strony skruszonego zabójcy. osobną kategorię stanowią krzyże związane z życiem rabsziców, czyli puszczańskich kłusowników. Ludzi ci posiadali cały system wierzeń nacechowanych magią połączoną z wiarą w zaklęcia. Zachował się pacierz kłusownika odmawiany przed wyjściem na polowanie.

„Wychodzę ja z  domu, wiem se sceścia sukać, Najświetsa Maryja rac mie zawdy bronić, oddalze terana i  jego strzał sielny, a  broń mie Panno, abym nie beł  w swojem strzale melny. Poluje la (dla) siebie, skore na okfiare, oddal złego wroga a  mie dozwol Maryja polować. Ratowałaś Maryja budowy wszelakie, odal złego wroga i ratuj mie tera w ty ostatni kfili. Zdrowaś Maryja – oddal strzały wroga! Zdrowaś Maryja – szczelze teranie! Łuk mi twój nie szkodzi, Najświętsa Maryja już mie oswobodzi…”

Święty Mikołaj z Puszczy

 

 

 

 

 

 

 

 

Ta kolorowa figura przedstawiająca świętego Mikołaja stoi przy skrzyżowaniu leśnego traktów z Durd do Ostrów Baranowskich z inną droga leśną. Powstała w roku 1947 jako wotum za ocalenie przed atakiem wilków. Figurę ufundował mieszkaniec Durd o nazwisku Dudzik. Przy figurze znajduje się skarbonka na datki. Dawniej, kiedy obok wędrowali pielgrzymi i robotnicy leśni istniał zwyczaj pożyczania pieniędzy ze skarbonki. Zwykle pożyczone pieniądze szły na alkohol. Zawsze jednak sumiennie je zwracano. Podobno proceder istnieje aż do dziś. Kult świętego Mikołaja rozpowszechniony był dość znacznie wśród puszczańskiego ludu. Świadczą o tym chociażby wezwania parafii w Niwiskach (1593) i Dzikowcu (1572) – obydwie za patrona obrały sobie świętego Mikołaja. Tak bowiem dziwnie się składa, że Święty był patronem chroniącym przed wilkami. Szczególnie w puszczańskich stronach. Franciszek Kotula przytacza legendę tłumaczącą ten fakt.

„Bo święty Mikołaj był patronem od bydła, a tu naokoło wszędzie było dużo wilków. Jak wycnoł bydle w pole, to nikt nie wiedzioł, cy je przegoni na powrót do chałupy. A święty Mikołaj bez to był patronem od bydła, jak powiadajo… A to któremu koń nie chciał jechać, bo się boł, bo tam czuł wilki, tak święty Mikołaj kozoł temu chłopu wziąć tego konia i zaprowadzić do doliny, gdzie było straśnie dużo wilcysków. No i chłop zaprowadziuł tego swojego konia, tam go zostawiuł, no i te wilki zjadły tego konia. To święty Mikołaj poszed z tym chłopem do ty doliny i powiedzioł : „Tylko nie ruszojcie kości, niech łone zostano w kupce”. No i tych kości chłopy nie rusyli. Tak święty Mikołaj tchnął na te kości łosko i wtedy z nich wstoł koń jeszcze lepszy jak pirwu. I bez to od tego casu święty Mikołaj jes patronem łod bydła.”

Modlitwy przeciw wilkom nazywano „Mikołajkami”

„Wyganiojcie bydełecko na zieloną łąckę!

Panu Jezusowi w rącke,

Pod Matki Boski płoszcyk,

Śwętygo Mikołaja losecke.

Święty Mikołaju, weź klucyki z raju,

Zamknij paszczeke psu wściekłemu, wilkowi lasowemu !

Aby nie mioł mocy: do bydlątka, do dzieciątka,

Aby ty krewki nie wychlipoł,

Tych kostecek po boru, po lesie nie roznosiuł!”

F. Kotula, Znaki przeszłości, Warszawa 1976

Dzisiaj wilki występują w Puszczy sporadycznie, choć ostatnio obserwuje się zwiększenie ich liczebności. O ich dawniejszym powszechnym występowaniu mówią toponimy: Wilki i Wilcza Wola oraz bardzo powszechne tutaj nazwisko Wilk.

Byli tu przed nami

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na zdjęciu teren zajmowany przez cmentarzysko kultury łużyckiej w Jamnicy, części wsi Trzęsówka.

Na jego terenie znaleziono 336 pochówków.

W latach 1959 i 1961 na terenie powiatu kolbuszowskiego przeprowadzono szereg badań archeologicznych. Od miejscowej ludności, zwłaszcza tej mieszkającej w okolicach piaszczystych wydm, napływały doniesienia o znajdowaniu rozmaitych dziwnych przedmiotów wykonanych z kamienia a czasem z niespotykanego metalu. Spowodowało to potrzebę przeprowadzenia badań i wykopalisk zakrojonych na szerszą skalę. Przygotowaniem i przeprowadzeniem prac zajęli się Maciej i Kazimierz Skowrońscy oraz ówczesny wojewódzki konserwator zabytków Kazimierz Moskwa.
W wyniku prac badawczych poczyniono szereg niezwykle ciekawych odkryć. Najważniejszym jest cmentarzysko w Trzęsówce w okolicy przysiółka Jamnica. Było ono ośrodkiem grzebalnym dla siedmiu okolicznych zespołów osadniczych zajmujących obszar około 40 kilometrów kwadratowych. W tłumaczeniu na warunki dzisiejsze była to jakby bardzo dużą i rozciągnięta wieś. Najbliższy cmentarzowi „przysiółek” liczył około 40 mieszkańców. Ludzie ci mieszkali tam około trzystu lat od mniej więcej roku 600 p.n.e.  do około roku 300 p.n.e. (W tym czasie na Półwyspie Apenińskim powstawał i kształtował się Rzym). Zajmowali się prymitywna uprawą roli, myślistwem i rybołówstwem. Ich kultura materialna stała na wysokim poziomie. Produkowali piękne naczynia z gliny, ozdoby i narzędzia. Używali bogatej biżuterii z brązu i szkła. Ciała zmarłych palili a pozostałe szczątki zbierali do glinianych urn, które zakopywali w ziemi w otoczeniu rozmaitych przedmiotów codziennego użytku. Naukowcy zgadzają się co do ożywionych kontaktów handlowych jakie utrzymywali ci ludzie ze Scytami. Bardzo trudno powiedzieć, czy byli w jakikolwiek spokrewnieni z późniejszymi Słowianami, Germanami czy też Celtami… a może byli odłamem Scytów? Krąg kulturowy, do którego należeli to tak zwana kultura łużycka w tutejszym wariancie określona jako grupa tarnobrzeska.  Poświadczone są jej związki z podobnymi grupami z terenu dzisiejszej Słowacji i Siedmiogrodu. Nie wiemy dlaczego Mieszkańcy Jamnicy odeszli z zajmowanych terenów. Być może przyczyną było zmiany klimatyczne, choroby lub wyjałowienie ziemi. Byli oni pierwszymi (po odejściu lodowca) mieszkańcami naszych terenów.

Więcej na ten temat można poczytać tutaj:

Sylwester Czopek; „W sprawie stosunków kulturowych w okresie przedrzymskim na obszarze południowo- wschodniej Polski”

Biuletyn nr 2 Muzeum Regionalne Lasowiaków Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Kolbuszowej

Informator Archeologiczny 1974

Położenie:

Sudoły

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakieś 400 lat temu król Jan Kazimierz nadał Sudołowi prawo osiedlenia się na południowych rubieżach Puszczy. Zadaniem protoplasty i jego potomków było pilnowanie królewskiego lasu, opieka nad pszczołami a także dostarczanie miodu i wosku do królewskiego skarbca. W otoczeniu starych kilkusetletnich lip zagroda przetrwała do maja 2000 roku kiedy strawił ją pożar. Fragmenty, które pozostały jedynie częściowo mogą dać świadectwo o pięknie budownictwa mieszkańców Puszczy. Nikt nie zatroszczył się naprawdę o to piękne i osamotnione miejsca. kolejny pomnik kultury Lasowiaków / Mazurów zaginął. Podejmowane uchwały są tylko na papierze i nie stanowią żadnej realnej pomocy i starania dla resztek zagrody i opiekującej się nią rodziny. Kiedy piszę tego psota stoją jeszcze stare lipy wokół zagrody a w drewnianej skrzyni spoczywa akt nadania ziemi od Króla Kazimierza. Na zdjęciu widać ule kłodowe wykonywane z jednorodnego pnia drzewa wykonywane metodą znaną przez dawnych bartników na całym świecie. Kiedy rozmawiałem z panem Pawłem Sudołem opowiedział mi mnóstwo historii o pszczołach, tych z ula i tych leśnych. Opowiadał o urzędnikach, którzy próbowali mu narzucić swoją wolę. Jedyną odpowiedzią dla półpanków z miasta był jad pszczół, które jakoś przyjezdnych nie lubiły. Mnie polubiły. Popołudnia spędzonego z panem Sudołem nie zapomnę nigdy.

Z przysiółka Sudoły, z bartniczej zagrody pochodzi bodajże największy syn tej ziemi – x. Stanisław Sudoł. Postać tego wielkiego kapłana przybliżę w innym wpisie.

Chłopska straż

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Straż grobowa w Dzikowcu. Powstała w połowie XIX wieku prawdopodobnie jako reakcja na niespokojne czasy awantury Zaliwskiego i Rabację Galicyjską. Po ustaniu niepokojów straż z organizacji paramilitarnej przekształcono w rodzaj bractwa kościelnego. Jedyne straże na terenie Puszczy wartujące w starodawnych strojach są w Dzikowcu i Raniżowie. W dzikowieckiej funkcje strażników dziedziczy się. W raniżowskiej zwraca uwagę śladowe występowanie kobiecych(!) sukman.

Straży w Dzikowcu i Raniżowie nie należy mylić z tzw. „turkami” ze wsi położonych dalej na wschód. Ich pochodzenie jest odmienne a wygląd całkowicie inny.

Wilki

Wilki. Jeden z przysiółków Raniżowa. Las na granicy powiatu rzeszowskiego i kolbuszowskiego. Kiedyś, zanim Kazimierz Wielki przyłączył Ruś Czerwoną na granicy Polski i Rusi. Kilkadziesiąt lat temu na Wilkach stał młyn. Drewniany z kołem młyńskim, młynarzem i wszystkim co w młynie potrzebne. Młyna już nie ma, jezioro młyńskie prawie wyschło. Rodzina młynarza rozproszyła się po świecie. Życie na wilkach opisuje znakomicie Zofia Rachwałowa w swojej książce „Wilki” .