Skuterem dookoła Polski – dzień ósmy

Pobudka jak zwykle o piątej, śniadanie i jakoś więcej kawy. Ale to chyba daje znać o sobie lekkie zmęczenie jazdą. Problem żaden ale jest to odczuwalne. Żegnam się z jeziorem, z Gospodynią i kieruję się na Rajgród. Obok Augustowa skręcam ostro na południe i w ten sposób rozpoczynam podróż ściana wychodnią. Będzie ona trwała praktycznie aż do końca wyprawy. Przecinam fragment Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jadę przez usiane wiatrakami i wysokimi krzyżami okolice pomiędzy Suchowolą a Sokółką. Ciekawe strony. Mieszkańcy tych okolic jeszcze kilkanaście lat temu posługiwali się powszechnie gwarą białoruską będąc przy tym rzymskimi katolikami. Niebywałe… tak jak niebywała jest mozaika kulturowa całego Podlasia, GPS wybiera miejsca “w których niczego nie ma” Pola, lasy… coraz więcej lasów, coraz mniej domów. Dojeżdżam do Krynek. Miejsce zamieszkania Sokrata Janowicza, genialnego myśliciela i pisarza białoruskiego. Sam kształt Krynek jest niesamowity. Rynek był kiedyś rynkiem a dzisiaj jest rondem o dwunastu zjazdach. Jeden z nich prowadzi do bardzo bliskiej granicy i tam się urywa. Podobnie jak wszystkie prowadzące na wschód drogi w tym rejonie. Niezwykła jest tu też stara zabudowa, którą dzisiaj można oglądać raczej w opłotkach z dala od rynku- ronda. Ale gdyby ktoś był głodny… to niedaleko rynku jest restauracja “Pod Modrzewiem”. Nie wiem do dziś jak się nazywają serwowane tam podlaskie specjały. Ale są pyszne. I w dostępnych naprawdę pieniądzach. Najedzony (chociaż za wcześnie) ruszam do Kruszynian. Atmosfera robi się naprawdę kresowa a bliskość granicy potęguje to wrażenie. Pamiętam Kruszyniany sprzed dwudziestu lat. Cisza spokój… trochę jakby opuszczenie. Dzisiaj Kruszyniany to przemysł etniczny. Nie będę krytykował tego, co tam się dzieje, choć dla gości z miasta stołecznego może być to interesujące. Faktem jest, że dla mnie tylko dwa obiekty są i będą ciekawe: meczet i mizar. Muzułmański cmentarz. Dwa niedotknięte biznesem i komercją miejsca. Pełne ciszy, spokoju i pamięci o walecznych i wiernych, wierzących w Allaha synach Rzeczypospolitej.

Po Kruszynianach jadę przez lasy w kierunku drogi 65. Na granicy powiatów sokólskiego i białostockiego droga przechodzi w szutrówkę. Gdyby z niej nie korzystać to asfaltami trzeba by jechać o wiele dłużej. Po opuszczeniu drogi 65 przez Narew wjeżdżam w Krainę Otwartych Okiennic – ruskie i prawosławne Podlasie. Zaczyna się kraina wszechobecnych drewnianych domków z okiennicami i kolorowych cerkwi przypominających wielkie domki dla lalek. Na uwagę zasługują również piękne krzyże wschodnie, zwłaszcza te, które umieszczone na krańcach wsi mają ich strzec i chronić. Prosty język – czyli białoruskie i ukraińskie gwary Podlasia słychać to jeszcze na żywo. Ludzie siedzą na ławeczkach przed domami. nie spieszą się. Tutaj już wszyscy mają czas. niesamowite są rozmowy z tymi ludźmi. doskonale nam idzie, kiedy ja mówię po łemkowsku a oni po swojemu. Odpoczywam pod piękną cerkwią w Dubiczach Cerkiewnych i jadę dalej na południe. Docieram do Koterki, gdzie medytuję pod piękną cerkwią. Potem zostaje już tylko pojechać na Grabarkę. Trudno opowiadać o tym miejscu. Wydaje mi się, że każdy powinien spędzić tam jakiś czas aby pooddychać atmosferą i wśród lasu krzyży coś odnaleźć. Kupuję kilka małych ikon dla znajomych, zapalam świece w Cerkwi. Rozmawiam z ludźmi. Opowiadam o Karolinie i o mojej wyprawie. Wszędzie pozytywny i serdeczny odzew. Ale trzeba jechać.

I Mielnik. Dużo pięknych miejsc, że dnia nie starczy. Ale jedzonko tylko w Nowej Wczasowej. Wygląda jak knajpa GS… ale smakuje jak w domu 🙂 Jadę na przystań promową. Prom o wiele skraca drogę, poza tym prowadzi przez dużo bardziej ciekawe okolice. Przeprawa promem, miłe rozmowy z załogą (nie po raz pierwszy) i już jestem w województwie mazowieckim. Trochę to dziwne ale tutaj akurat ustalając granice pamiętano o historii.

Przez Janów Podlaski wzdłuż granicy zmierzam do Pratulina. To bardzo ważne miejsce. Wielokroć w moich opisach pojawiało się słowo “prawosławie”.. teraz jeszcze do tego dojdą jacyś tajemniczy “unici”.  I jakby było mało – “neounici” .Wytłumaczenie tego przekracza granice tego bloga. Objaśnienie całej tragicznej historii wschodniego chrześcijaństwa na tych ziemiach zajęłoby kilka bitych godzin. Może przy innej okazji. W każdym razie w Pratulinie w roku 1875 zginęło 13 ludzi. Bo nie chcieli przyjąć siłą narzucanego prawosławia. Choć modlili się w podobny do prawosławnych sposób. I dlatego na Południe od Bugu mówi się niewiele ruską mową a na północ od tej rzeki – owszem.

Za Pratulinem Neple – czołg przy drodze i Podlaski Przełom Bugu. Warto.

Za Terespolem wpadam na legendarną “Nadbużankę”, czyli droge nr 816. Niespodzianek krajobrazowych i nawierzchniowych jakie niesie ze sobą ta droga nie sposób zliczyć. O tej drodze powstała nawet książka, którą szczerze polecam.

I własnie Nadbużanką docieram do Kostomłotów. Piękne ciche miejsce. Ostatnia w Polsce parafia neounicka. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to na tej stronie znajdzie wiele odpowiedzi na pytania dotyczące unii i neounii. Chyba tez jedyne miejsce w Polsce, gdzie można znaleźć tekst wschodniej liturgii po polsku.

Jeszcze wizyta w cerkwi, wycieczka nad Bug i słodki sen w przyparafialnym domu pielgrzyma.

Długi dzień, piękne, różnokolorowe Podlasie.

A jutro będę w domu. Bo jutro koniec Wyprawy.

Tutaj zdjęcia i mapa

Pamiętajcie o Karolinie

#jadedlakaroliny