Skuterem dookoła Polski – dzień dziewiąty i podsumowanie

No tak. Czwarta rano a ja już nie śpię… nie da się. Dzisiaj, jeśli wszystko dobrze pójdzie skończę moją wyprawę. Niesamowity przedświt nad Bugiem… i kot, który przychodzi, żeby mi towarzyszyć. Trochę siedzimy razem i popalamy. Dokładnie o szóstej wszystko już gotowe. Jadę. Nadbużanka i kierunek Południe. Oglądam Kodeń, składam wizytę w  prawosławnym klasztorze w Jabłecznej i kieruję się w stronę Horodła.

Przed Horodłem zatrzymuje mnie patrol straży granicznej. Bardzo mili ludzie, fajna rozmowa. Panowie biorą magnesiki, wysłuchują historię Karoliny i obiecują coś dorzucić do składki 😉 W Horodle spotykam się z Robertem dawno nie widzianym kolegą ze studiów. Wspominamy dawne czasy. Umawiamy się na sierpień i już jadę na Zosin. Oglądam najdalej na wschód wysunięte miejsce w Polsce. To czwarty punkt skrajny, który zaliczam w tej podroży. Czwarty i ostatni… niestety do samego miejsca dojście a tym bardziej dojazd skuterem jest utrudniony. Robię zdjęcie i jadę dalej. Wzdłuż granicy kieruję się do Lubyczy Królewskiej. Tutaj jadę kilka kilometrów w stronę przejścia w Hrebennem. Przed przejściem, nie wiem jakim cudem  pod kask wpada mi pszczoła. Jeszcze nigdy tak szybko nie robiłem “stop ” i “maski zdejm”. Ale nic się nam nie stało. Pszczoła poleciała w soją stronę a ja w swoją.

Tuż przed granicą odbijam w drogę 867. Wkrótce osiągam granicę województwa podkarpackiego. Prawie w domu. Galicja.  Bardzo dziwne uczucie. Do zamknięcia koła pozostało około 40 kilometrów…

I wtedy dostrzegam świecącą się kontrolkę oleju. Skuter sprawny, osiągi w normie, żadnych podejrzanych dźwięków a ta cholera się świeci. Zaczynam myśleć o wstydzie jaki przeżyłbym wracając do domu na lawecie i kończąc 30 km od celu… Wjeżdżam w polski zasięg, dzwonię do serwisu. Pan serwisant przypomina mi, że wymiany oleju dokonaliśmy kilkaset kilometrów wcześniej, własnie po to, żeby nie robić jej w trakcie trasy. A ja zapomniałem zresetować kontrolę wymiany. Odetchnąłem ale później jechałem jakoś tak ostrożniej. Tym bardziej, że jechałem po drogach objętych jakimś dziwnym zakazem ruchu dla nie-tubylców.  Rzeczywiście głupio byłoby źle skończyć przed zamknięciem koła 😉 Spokojnie dojeżdżam do tablicy z napisem Krowica Hołodowska. To wieś, w której rozpocząłem okrążenie. Robię zdjęcie. Jadę do centrum, gdzie oficjalnie rozpoczęła się wyprawa.

Siadam na ławce. W nogach miękko. Objechałem Polskę dookoła. Skuterem 125. Nie wierzę.

Idę do sklepu, jestem mocno wzruszony… potrzebuję wody i czegoś słodkiego. Pani sklepowa wita jak starego znajomego… Już Pan objechał??? Tak prędko? Myślałam, że z miesiąc. A na sklepowej lodówce wisi mój magnesik 🙂

Odpoczywam i przez Lubaczów, Sieniawę, Leżajsk i Sokołów odrabiam ostatnie 130 km w kierunku domu. Witają mnie Anna i Karol. Jest Piccolo i wspólny toast.

Za chwile podwórko. Stawiam skuter na stopkach, zdejmuję kask. Siadam.

Objechałem Polskę dookoła.

Bogu dzięki.

Pojeździłby jeszcze.

 

Tutaj zdjęcia i mapa

Pamiętajcie o Karolinie

#jadedlakaroliny

 

Podsumowanie

Przejechałem 3493 kilometrów w ciągu dziewięciu dni, co daje średnio 388 km dziennie. Średnia prędkość dzienna to 32 km/h, zważywszy jednak, że tylko połowę czasu poświęcałem na jazdę to przelotowa wynosiła 64 km/h.

Zużytych około 100 litrów benzyny = 520 zł

Noclegi 5×40 zł = 200 zł

Jedzenia nie liczę (w domu też jem ;-), w południe jakaś zupa, kolacje i śniadania to chleb z czymś, sałatka z pomidorów i cebuli, konserwa. Z domu zabrałem kawę i herbatę plus przyprawy. Podczas dnia jakaś atrakcja typu lody 🙂

Kawa poranna własna, około g. 14 espresso na stacji benzynowej, dwie butelki mineralnej dziennie.

Bilety wstępu około 50 zł

Parkowanie drobne grosze, lub raczej darmo- tego nie liczę.

Noclegi wyszukiwałem na Google Maps, wiedząc orientacyjnie gdzie powinienem się znajdować wieczorem następnego dnia. Polecam tą metodę.

Podczas jazdy nie zdarzyły się żadne awarie (nie licząc wywrotki na postoju w dzień drugi) nie poniosłem żadnych dodatkowych kosztów typu mandaty, haracze itp.

Całość kosztów zamyka się z cała pewnością w sumie tysiąca złotych.

Pogoda wyśmienita, ale zimne wieczory i ranki, byłem jednak przygotowany. Deszcz padał od miejscowości Wicko do Jastrzębiej Góry, czyli przez około 70 km, co daje w tych warunkach około 1,5 h jazdy z postojami na fotografowanie. Pozostały czas to słońce lub lekkie i przyjemne zachmurzenie. Temperatura minimalna 6 stopni (Wysokie Tatry), temperatura maksymalna 35 stopni (Ziemia Lubuska).

Podczas podróży osiągnąłem następujące punkty skrajne RP: Ustrzyki Górne, Osinów Dolny, Jastrzębia Góra, Zosin.

Przejechałem przez teren 11 województw. Wjeżdżałem dwa razy na Słowację i dwa razy na terytorium Czech.

Najwyżej położony punkt – okolice Strbskiego Plesa = 1350 m.n.p.m, najniżej położony punkt – okolice Jeziora Drużno koło Elbląga = – 1,8 m.p.p.m

Promując zbiórkę na rzecz Karoliny rozdałem 100 promocyjnych magnesów na lodówkę z danymi dotyczącymi zbiórki.

Dziękuję mediom, które propagowały akcję zbiórki na rzecz Karoliny. Były to: Radio Leliwa, Polskie Radio Rzeszów, Korso Kolbuszowskie, Portal Kolbuszowa24, Dziękuję również dziennikarzom, którzy do popularyzacji akcji się przyczynili: Jolancie Danak – Gajda, Justynie Piekło, Annie Pocałuń i Pawłowi Galkowi.

Dziękuję wszystkim Dobrym Ludziom, których spotkałem po drodze.